Holiday Guru

  • Autor
  • .

Wyobraź sobie, że w ramach hobby zaczynasz prowadzić stronę, która ma za zadanie pomóc Twoim znajomym wynajdywanie najlepszych ofert wakacyjnych… A strona niespodziewanie zostaje zauważone przez międzynarodowe media i w półtora roku staje się serwisem zatrudniającym 140 osób w 12 różnych krajach.

Udostępnij

holiday guru awin

Brzmi nieprawdopodobnie? Właśnie to przydarzyło się Danielowi Krahnowi i Danielowi Marxowi, którzy założyli stronę Urlaubsguru.de.

Opowiedzcie nam jak długo korzystacie z marketingu afiliacyjnego i jak to się zaczęło.

Jesteśmy starymi przyjaciółmi ze szkoły i współdzieliliśmy hobby związane z podróżami. Latem 2012 założyliśmy stronę Urlaubsguru.de, aby mieć jedno miejsce, gdzie możemy polecać naszym znajomym (i znajomym znajomych) ciekawe oferty wakacyjne, które udawało nam się znaleźć. Wtedy właśnie usłyszeliśmy o marketingu afiliacyjnym i o firmach z branży travel, które korzystały już z afiliacji jako reklamodawcy. Niedługo po tym zdecydowaliśmy się na współpracę z Awin.

Kiedy zaczynaliśmy mieliśmy nadzieję, że pewnego dnia będziemy w stanie opłacić koszt banneru reklamowego. Obecnie zatrudniamy ponad 140 pracowników, a Holidayguru funkcjonuje w 12 państwach. W poprzednim roku przyczyniliśmy się do wygenerowania sprzedaży na kwotę 100 milionów euro.

Jak długo zajęło wam doprowadzenie do pierwszej sprzedaży?

Nasza strona zaczęła działać w lipcu, a naszą targetowaną bazę użytkowników zebraliśmy spośród grupy przyjaciół oraz dzięki nabytym znajomościom. Ludzie postrzegali Urlaubsguru jako kogoś kto może pomóc im w zaoszczędzeniu czasu i pieniędzy. Kilka tygodni później umieściliśmy na stronie pierwsze linki afiliacyjne. Pierwsza odnotowana sprzedaż przyszła po kilku minutach. Naturalnie, mieliśmy już w planach stworzenie aplikacji mobilnej i ciągle dążyliśmy do ich urzeczywistnienia. Jednocześnie, dzięki Google Analytics mogliśmy szybko i efektywnie przeanalizować kierunki podróży, które sprzedawały się najlepiej pośród naszych użytkowników.

Jakie narzędzia lub technologie okazały się najbardziej pomocne?

W branży travel, wszystko sprowadza się przede wszystkim do emocji. Nie używamy tradycyjnych banerów udostępnianych przez wielu reklamodawców. Wręcz przeciwnie – osiągneliśmy największy sukces dzięki linkom tekstowym, które zawarte były oczywiście w publikowanych tekstach. Piękne zdjęcia z malowniczymi krajobrazami także zwiększają prawdopodobieństwo kliknięcia przez zaciekawionego użytkownika. Nasze działania można zaszufladkować jako content marketing. Wystartowaliśmy jako prosty blog i w tej formie kontunuujemy działalność, dzięki czemu mamy przyjemność otrzymywać wiele nagród. Przykładowo – w 2014 zostaliśmy nazwani stroną internetową roku przez lokalnych polityków.

Kiedy zdecydowaliście, że ta prowadzenie strony stanie się waszą pełnoetatową pracą?

Mniej więcej wiosną 2013. Obaj pracowaliśmy gdzieś indziej na pełen etat, nie spodziewaliśmy się takiego sukcesu i nie przygotowaliśmy nawet business planu. Początkowo także nie potrzebowaliśmy żadnego kapitału – wystarczyło 6.99 euro na opłacenie domeny. Mimo poczotkowo małej skali blog zaczął osiągać coraz to bardziej znaczące sukcesy i przyciągać uwagę mediów. To był moment, aby się zastanowić nad tym, czy nie poświęcić więcej czasu na prowadzenie strony.

Zdażały Wam się jakieś szczególne trudności? Jak sobie z nimi radziliście?

Trudności i wyzwania były, są i będą się pojawiać cały czas. Z perspektywy czasu widzimy, że najlepszym sposobem na ich pokonywanie jest nieustające działanie!  Nie należy spędzać zbyt wiele czasu na głowieniu się i planowaniu – najlepiej po prostu zacząć. Często, poprzez niezdecydowanie, sami sobie przeszkadzamy. Mieliśmy również niemiłe doświadczenia z nieczysto grającymi prawnikami, które słono nas kosztowały. Dlatego też trzeba być czujnym, bystrym i uczyć się na własnych błędach, aby unikać ich nie powtarzać.

Jakie było wasze najbardziej osobliwe doświadczenie podczas działalności?

Kiedy rozszerzyliśmy działalność Urlaubsguru.de na Szwajcarię, nazwaliśmy tamtejszą stronę jako Urlaubsguru.ch. Kilka miesięcy później ktoś powiedział nam, że “urlaub” (co po niemiecku wakacje/urlop) w Szwajcarii oznacza przepustkę, jaką daje się więźniom – takie wakacje od więzienia. Od tamtego czasu jesteśmy znani jako Holidayguru.ch :)

Jaka była najważniejsza lekcja jaką wynieśliście, i którą możecie się podzielić z innymi wydawcami?

Największy sukces osiągają ci, którzy zawsze zakładają zwycięstwo w swojej głowie – to pierwsza rada.

Po drugie: nic dobrego nie przychodzi z oszukiwania ludzi i mówiania pół-prawdy.

Po trzecie: nigdy nie myślcie tylko kontrahentach i użytkownikach, ale także o Google’u, wszystkich biznesowych partnerach i o konkurencji!
---
Teraz Holidayguru przynosi zyski dla wszystkich korzystających z niego podmiotów: użytkownicy oszczędzają czas i pieniądze, reklamodawcy otrzymują ruch o wysokiej jakości na który składają się osoby poszukujące ofert podróżowych, a na samym końcu my osiągamy z tego wszystkiego dochód, dzięki któremu możemy dalej świadczyć usługi użytkownikom!

Udostępnij